Auto w Pracy

Slideshow Image

Renault Captur to właśnie taki samochód-przyjaciel. Nie szokuje, nie zwraca na siebie uwagi, ale jest zawsze gotowy do pomocy.

Zacznijmy od wyglądu. Klasyczne definicje segmentów dość dawno uległy zatarciu i wymieszaniu, do tego zaczęto tworzyć nowe, modne nazewnictwo. W tej sytuacji zapisuję Captura do segmentu małych, uniwersalnych crossoverów. 4239 mm długości, 1797 mm szerokości i 1575 mm wysokości — w sam raz, aby dużo zmieścić i potrzebować mało miejsca do parkowania.

Samochód jest teoretycznie pięcioosobowy, ale bez przesady. Trójka pasażerów na tylnej kanapie nie jest komfortowym rozwiązaniem na dłuższą podróż, szczególnie jeśli jeszcze każdy z pasażerów chciałby zabrać ze sobą bagaż. Czwórka dorosłych w Capturze ma już całkiem dobre warunki podróżowania, ale problem z bagażem pozostaje.

Bagażnik ma co prawda od 311 do 480 litrów pojemności i jest to bardzo dobry wynik w tej klasie. 311 litrów dotyczy wersji z LPG, więc należy na to spojrzeć nieco inaczej. Sęk w tym, że ta klasa nie jest przewidziana do dłuższych podróży w takiej konfiguracji. Co innego przy układzie 2+2. Rodzina z dwójką dzieci, szczególnie niezbyt wyrośniętych, znajdzie tu całkiem fajne miejsce. O starsze dzieci nie ma się co martwić — najpewniej i tak nie będą chciały jeździć z rodzicami.

Prawdziwa bajka rozpoczyna się przy dwuosobowej załodze, a to coraz częstsze zjawisko. Przednie fotele zapewniają wystarczająco dużo miejsca, aby poczuć się swobodnie. Bagażnik pomieści klamoty, a jeśli czegoś zabraknie, to przecież mamy jeszcze tylną kanapę do zagospodarowania. Przy złożonych oparciach kanapy do dyspozycji mamy 1465 litrów. Teraz to można już jechać w podróż dookoła świata.

Trudno oprzeć się takiej pokusie, a że czasu brakuje na tak długie eskapady, to podróż ograniczę do wyjazdu nad morze.

Renault Captur Eco-G 100 wyposażony jest w dwupaliwowy układ napędowy. Samochód zasilany jest benzyną i gazem LPG — ulubionym rozwiązaniem Polaków.

Bagaż spakowany, a że to wyjazd specjalny, to trochę dodatkowego sprzętu do połowu bursztynu też jedzie z nami. Obyło się bez składania oparcia kanapy, ale trochę klamotów poleciało na siedzenie. Specjalnie nie wysilałem się przy pakowaniu, skoro miejsca wystarcza.

Czas wyruszyć, a tu same pogodowe alerty — zima przyszła i spadł śnieg. Zimówki założone, a auto ma 169 mm prześwitu, więc zimy się nie boję. Do trasy wyjeżdżam leśną drogą. Tu nikt nie odśnieża, więc pierwszy test bojowy do zaliczenia. Śnieg i koleiny Captura nie zatrzymają. W takich warunkach szybko docenimy każdy dodatkowy milimetr prześwitu. Łatwo to sprawdzić na świeżym śniegu — jeśli brakuje prześwitu, zgarniemy śnieg „brzuchem” auta. Sprawdziłem: Captur przechodzi tam, gdzie inni zgarniają śnieg podwoziem. Polecam tę próbę, bo bez strat można się przekonać, co potrafi nasz samochód.

Auto, jak na zimowe warunki, całkiem dobrze trzyma się drogi. Szkoda, że nie ma wersji z napędem 4x4 — można byłoby spokojnie śmigać po zasypanych śniegiem drogach. Główne drogi zazwyczaj są jednak odśnieżone, więc brak 4x4 niespecjalnie mnie martwi. Liczy się wygoda, komfort i koszty przejazdu.

W klasie Captura wszystko jest dość oczywiste. Nie ma co liczyć na techniczne nowinki z górnej półki. Nie ma sensu faszerować auta gadżetami, bo tego nikt nie kupi — przynajmniej w wersji Eco-G. Ma być niezbędne minimum, a jeśli czegoś będzie więcej, trzeba to traktować jak otrzymany bonus.

W Capturze znalazłem sporo bonusów, ale zacznę od podstaw. Silnik ma pojemność 999 cm³ i generuje 90 lub 100 KM mocy. Wyższa wartość pojawia się wtedy, gdy paliwem jest gaz LPG. To dość zaskakujące, bo ciągle pokutuje stwierdzenie, że na gazie auto traci moc. Tu jest inaczej — zyskuje wigoru. W rzeczywistości jest to jednak praktycznie niezauważalne.

W takim razie wykorzystam moc na autostradzie. Prędkość w okolicach maksymalnie dozwolonej nie stanowi problemu, jest jeszcze zapas. Trochę gorzej z dynamiką, ale nie ma co się dziwić — jakby nie było, to tylko 100 KM z litrowego silnika. Nie żeby stanowiło to problem w jeździe, spokojnie można wyprzedzać. Warto jednak patrzeć w lusterka, bo może się okazać, że samo wciśnięcie gazu w podłogę to trochę mało. To taka dygresja — ostatnio trafiały mi się kilkusetkonne potwory, co lekko wypaczyło moje postrzeganie mocy.

Ciekawi mnie, jakie wyjdzie spalanie. 10,4 l gazu na 100 km to całkiem dobry rezultat. Przy niższych prędkościach jest zdecydowanie mniej. Bez specjalnej troski o oszczędzanie spalanie mieści się w przedziale 7–8 l/100 km. Sięgam po kalkulator i wychodzi miły rachunek — 20 zł za przejechanie 100 kilometrów. To teraz już wiemy, czemu Polacy polubili LPG.

Za oszczędności płacimy zmniejszonym bagażnikiem. Z 480 litrów pojemności robi się 311. Przy dwuosobowej załodze nie ma to większego znaczenia, bo do dyspozycji mamy tylną kanapę. Po złożeniu oparcia przestrzeń rośnie do 1465 litrów i w pełni zaspokaja moje potrzeby. 

Bagażnik ma tzw. drugie dno, czyli skrytkę pod podłogą. Ten patent doskonale sprawdza się na co dzień. „Przydasie” lądują pod podłogą, a cały bagażnik pozostaje do dyspozycji. Na wyjazd przełożyłem ruchomą podłogę na sam spód, aby maksymalnie wykorzystać przestrzeń.

 

Captur przyjemnie się prowadzi. W tej wersji nie ma automatycznej skrzyni biegów, ale z obsługą manuala nie ma problemu — biegi same wchodzą. Automatu nie ma, ale są trzy tryby jazdy: eco, comfort i sport. Eco, jak zawsze, mniej lub bardziej „zamula” auto, za to comfort przypadł mi do gustu. Do spokojnej jazdy — super. Sport dość wyraźnie podkręca dynamikę, ale rajdówki z Captura i tak nie zrobi. Czasem włączam go dla zabawy.

Jeśli żaden tryb nam nie pasuje, pozostaje skorzystać z opcji awaryjnej — „perso”. Tu ustawiamy parametry według własnych upodobań. U mnie zazwyczaj kończy się to ekstremalną wersją sport.

Sprawdziłem, jak auto jeździ na gazie, a jak wygląda to na benzynie. W zasadzie dokładnie tak samo. Różnica pojawia się przy kasie na stacji — warto zobaczyć, jak duża. W trasie moja średnia to 6,0 l/100 km. W mieście trochę więcej. Realne widełki zamykają się w granicach 6–6,5 l/100 km, co przekłada się na konkretny rachunek: około 36 zł za każde przejechane 100 kilometrów. Jakby nie liczyć, gaz jest dużo tańszy.

Captur został wyposażony w to, z czego faktycznie korzystamy — i dopiero zimą okazuje się, jak bardzo. Latem wiele elementów wyposażenia przechodzi niezauważonych, traktujemy je jak oczywisty standard. Gdy temperatura spada poniżej zera, zaczynamy doceniać rozwiązania, które realnie poprawiają komfort codziennej jazdy.

Podgrzewane fotele to jedno, ale prawdziwym game changerem okazuje się podgrzewana kierownica. Wsiadanie do wychłodzonego auta w mroźny poranek przestaje być nieprzyjemnym obowiązkiem. Wystarczy kilkadziesiąt sekund, by dłonie przestały marznąć, a pierwsze kilometry przejeżdża się w zupełnie innym komforcie. To drobiazg, którego latem praktycznie się nie zauważa, ale zimą bardzo szybko staje się elementem, bez którego trudno się obyć.

Do tego dochodzi sprawnie działająca klimatyzacja i szybkie odparowywanie szyb, co w wilgotnych, zimowych warunkach ma ogromne znaczenie dla bezpieczeństwa. Kamery i czujniki parkowania również zyskują na wartości, gdy śnieg ogranicza widoczność, a wysokie zaspy potrafią skutecznie ukryć krawężniki.

Jest też oczywiście cały pakiet systemów bezpieczeństwa. Część z tych unijnych wynalazków bywa irytująca i czasem bardziej przeszkadza niż pomaga, ale nic na to nie poradzimy — są obowiązkowe. Ogranicznik prędkości? Być może zbędny. Podgrzewana kierownica i fotele? Zimą — absolutnie nie.

Renault Captur Eco-G 100 w bazowej wersji został wyceniony na 91 500 zł. Dostajemy samochód z fabryczną instalacją LPG i całkiem dobrym wyposażeniem, które zawsze można rozbudować o elementy opcjonalne. Można też kupić bogatszą wersję „Techno”, ale na nią trzeba już wydać 100 500 zł. Dla wielu klientów atutem będzie fakt, że marka Renault jest obecna na naszym rynku od zawsze i dysponuje rozbudowaną siecią serwisów.

Tekst i zdjęcia: Dariusz Pastor

Dane techniczne