
Była kiedyś taka piosenka „Bo z dziewczynami nigdy nie wie, oj nie wie się…”, a skoro hybryda jest kobietą, to nigdy nie wie się, oj nie wie się, ile paliwa zużywa się. Przynajmniej w przypadku plug-in hybrid.
Ale jak tu ich nie kochać? Ja swoją hybrydę pokochałem po kilku dniach, jak wyszło, że stan paliwa w baku się nie zmienił, a codziennie przejeżdżałem około 100 kilometrów. Przy obecnych cenach paliwa średnie spalanie 0,00 l/100 km oczaruje każdego.

Jak to możliwe?
Jaecoo 8 jest hybrydą z baterią trakcyjną o pojemności 34,5 kWh, co według producenta powinno pozwolić na przejechanie 134 km w trybie elektrycznym. Teoretycznie pewnie możliwe, ale u mnie realny zasięg, jaki robię w tym trybie, to 100 km. Mam ustawioną 20% rezerwę prądu, a wtedy auto zaczyna zużywać benzynę.
Lokalne kursy to kilkanaście kilometrów, czasem trochę więcej. Co kilka dni zdarza się, że trzeba jechać do stolicy. Z domu do centrum Warszawy mam 50 kilometrów, więc dzienny przebieg zamyka się w 100 km. Wszystko mieści się w limicie zasięgu trybu EV.

Wracam do domu, podłączam auto do prądu i idę spać. Rano znów mam pełny zasięg. Perpetuum mobile. No, prawie, bo prąd też kosztuje, ale ten z domowego gniazdka to maksymalnie 1 zł za 1 kWh.

Przy zużyciu energii na poziomie 16–20 kWh/100 km przejechanie 100 km kosztuje mnie około 20 zł. W porównaniu do kosztów jazdy autem spalinowym to jazda za półdarmo, albo i mniej.
Sytuacja zmienia się, kiedy prąd się kończy. Wtedy silnik spalinowy włącza się do pracy. Spada średnie zużycie prądu, za to rośnie spalanie benzyny. W lokalnych warunkach mógłbym powiedzieć, że taka sytuacja mnie nie dotyczy, bo nawet jak trochę przekroczę limit kilometrów, to cena benzyny na ogólny rachunek nie ma większego wpływu.

Zupełnie inaczej jest w trasie. Domowy, czyli tani prąd się kończy i zostaje mi wybór – benzyna lub prąd z publicznej ładowarki. Jedno i drugie kosztuje.
Ja zwyczajnie odpuszczam ładowarki. Maksymalna moc ładowania DC Jaecoo 8 to 70 kW. Wystarcza to do naładowania akumulatora z poziomu 30% do 80% w 25 minut. Szczerze powiem, szkoda mi na to czasu, bo po 100 kilometrach znów musiałbym robić przerwę. Zaoszczędziłbym co prawda jakieś 20 złotych na każdych 100 kilometrach, ale podróż stałaby się wyprawą.
Oszczędności mam na co dzień, a tu mogę zapłacić jak inni.

Wybieram tryb inteligentnego zarządzania energią, który przejmuje kontrolę nad stanem baterii. Brak prądu już mnie nie interesuje. O tym, kiedy silnik benzynowy ma doładować baterię, decyduje system. Oczywiście wiąże się to z wyższym spalaniem, ale ogólny wynik i tak mnie zadowala. Przy dynamicznej, autostradowej jeździe komputer pokazuje 8–9 l/100 km.
Dosyć matematyki, bo czym więcej danych, tym mniej odpowiedzi. Nie da się podać, ile pali hybryda, bo każdy może mieć inne wyniki. Bez problemu można za to powiedzieć, jak się jeździ tym autem.

Samochód jest dużym SUV-em o długości 4820 mm, szerokości 1930 mm i wysokości 1710 mm. Zacne wymiary, a samochód w rzeczywistości wygląda na jeszcze większy, pomimo delikatnie poprowadzonej linii nadwozia. Takie wrażenie wywołuje ogromny grill. Budzi szacunek i to całkiem słusznie.

Jaecoo 8 dysponuje mocą 428 KM i 580 Nm momentu obrotowego. Nawet nie trzeba pisać, że osiągi są rewelacyjne. Przyspieszenie od 0 do 100 km/h zajmuje 5,8 sekundy. Prędkość maksymalną ograniczono do 180 km/h. Napęd AWD bezproblemowo radzi sobie z przekazaniem tej mocy na koła.

Dobre wrażenia z prowadzenia trochę psują obowiązkowe w UE systemy wspomagania, które przynajmniej częściowo można wyłączyć. Samochód jest duży, więc trzeba się pilnować, aby jechać środkiem pasa, bo system jest bardzo czuły i szybko reaguje na białe linie na drodze. Na plus policzę mu, że reakcja nie wyrywa kierownicy z rąk.

W sumie można się do tego przyzwyczaić, tak jak i do mocy auta. Wciśnięcie pedału gazu wywołuje żywą reakcję i to obojętnie, w jakim trybie jazdy jedziemy. Nawet ECO jest dynamiczne.
Samo przyspieszanie przyjemnie wciska nas w fotel, ale później kompletnie nie czujemy prędkości. Auto jest ciche, komfortowe i łatwo nie zauważyć, że zostały przekroczone limity prędkości.

I tu jest krytyczny punkt systemu. Środkowy zagłówek tylnej kanapy jest tak umiejscowiony, że zasłania centralne pole we wstecznym lusterku. Praktycznie nie widać, jakie auto za nami jedzie, a trochę głupio byłoby zauważyć je dopiero wtedy, kiedy pojawi się niebieska poświata. Zagłówka nie ma jak obniżyć lub schować. Pozostaje zdemontować. To najsłabszy punkt samochodu.

Mocną stroną są na pewno niskie koszty eksploatacji. Na prądzie prawie za darmo, a i na benzynie nie ma tragedii.
Tylko spróbujcie policzyć, ile właściwie pali Jaecoo 8. Komputer pokazuje średnie spalanie z ostatnich 50 km. Jest też wynik od resetu, ale do niego wliczają się kilometry przejechane na prądzie. Na dokładkę dostajemy coś w rodzaju średniej ważonej, gdzie komputer próbuje przeliczyć zużytą energię na litry paliwa. Wyższa matematyka, a ja mam MBA z samochodów elektrycznych, a nie królowej nauk. Skoro jestem zadowolony z jazdy i nie zauważam dziury w kieszeni, to znaczy, że jest dobrze.

Pozostając w temacie ekonomii, trzeba wspomnieć cenę zakupu. 220 tys. złotych nominalnie jest dużą kwotą, ale jak za ponad 400-konne auto z bogatym wyposażeniem, wygląda już całkiem inaczej.

Bogate wyposażenie nie szokuje nadzwyczajnymi gadżetami. Jest to, z czego faktycznie się korzysta, plus pewna porcja luksusu niezbędnego w tej klasie. Ogrzewane i wentylowane siedzenia w tej klasie właściwie nikogo już nie dziwią. Masaż w fotelach jeszcze nie jest oczywistością, ale spotyka się go coraz częściej, już nawet w klasie średniej. W Jaecoo 8 jest, ale w mojej wersji tylko dla kierowcy, co uważam za błąd w czasie konfiguracji. Nie można być egoistą. Następnym razem wezmę też dla pasażera.

Kolejny element – panoramiczny dach. W tym modelu nie tylko odsłonimy przesłonę, ale możemy także otworzyć jego przednią część. Dobrze, że jest automatyczne domykanie dachu po zamknięciu auta, bo akurat o tym elemencie łatwo zapomnieć.

Wysuwane klamki są efektownym gadżetem. Nie każdy to lubi, a ja i owszem. Dodatkowym plusem jest to, że wiem, czy auto jest zamknięte, czy nie. Wystarczy spojrzeć na klamki.
Jaecoo 8 ma funkcję automatycznego zamykania samochodu i to jest naprawdę wygodne rozwiązanie. Do chińskiej elektroniki już się przyzwyczaiłem i bez problemu korzystam z tego, co oferuje. Sporo lokalnych ustawień pojazdu pozwala dopasować auto do własnych preferencji.

Nagłośnienie Sony też daje radę.
Jaecoo 8 jakby zostało zaprojektowane pod moje wymagania. Moc, dynamika i 100-kilometrowy zasięg EV – to jest to. Ale czy dla każdego?
Kluczem do zadowolenia jest dostęp do taniego, czyli przeważnie domowego prądu. Brak możliwości ładowania w domu nie dyskredytuje auta. Dalej będzie dużym, dynamicznym pojazdem dającym frajdę z jazdy, ale koszty eksploatacji będą całkiem inne.

Ja swoją hybrydę pokochałem, chociaż dalej nie wiem, jak rzetelnie policzyć jej spalanie. Tylko czy naprawdę jest mi to potrzebne do szczęścia? Skoro na co dzień jeżdżę głównie na prądzie, może wystarczy powiedzieć, że benzyny pali mało.
Tekst i zdjęcia: Dariusz Pastor