Auto w Pracy

Slideshow Image

Nie bez powodu mówi się, że najlepiej niczego nie odkładać. Czyli publikacja na świeżo, na gorąco, dopóki wszystko jest w pamięci. A jakby tak sprawdzić, co w tej pamięci zostaje po kilku miesiącach? Dość ryzykowne, bo może się okazać, że w głowie pustka.


Podejmuję rękawicę. Wybór padł na samochód OMODA 7. Wybór nie był przypadkowy. Ten model był nowinką z dość innowacyjnymi rozwiązaniami, więc jest szansa, że jednak coś po nim zostanie.
OMODA 7 jest dużym SUV-em, plasującym się pomiędzy flagowym modelem OMODA 9 a popularną OMODA 5. Na pytanie o OMODA 7 moja pierwsza odpowiedź brzmi: „A, to ten z przesuwanym ekranem”.

Tak, przesuwany centralny ekran zapisał się w pamięci. W sumie nie spotkałem w innym aucie takiego rozwiązania. Ekran o pokaźnym rozmiarach, przekątna 15,6” oferuje spore możliwości, takie małe centrum dowodzenia dla kierowcy, a dla pasażera centrum rozrywki. Wystarczy przesunąć go w stronę fotela pasażera i niech tam się czymś zajmie. Zamiast nas męczyć, to niech sobie film obejrzy.


Wnętrze charakterystyczne dla Omody,  Duży centralny ekran środkowy (tu z możliwością przesunięcia) i mały ekranik przed kierowcą.

Dwa tryby wyświetlania danych, na jasnym lub ciemnym tle. Ponieważ Omoda 7 jest modelem z wyższej półki w tej marce, to też oferuje sporo funkcji. W zasadzie to mam tu wszystko co jest dostępne. Mnóstwo ustawień, asystentów i systemów wspomagania. Jest tu już wyświetlacz danych na szybie, czyli Head-up. Elektronika bez problemów współpracuje z telefonem, więc można korzystać z naszych ulubionych aplikacji.


Kolejnym plusem są fotele, oferują nie tylko elektryczne sterowanie, ale także funkcję masażu. Wnętrze nie zaskoczyło w przeciwieństwie do bryły auta. Kształt utkwił w pamięci. Omoda 7 ma chyba najodważniej poprowadzoną linię nadwozia. Potężny przód z grafiką zamiast klasycznego grilla i wąskie światła dodające drapieżności budują rozpoznawalność tego modelu. Z tyłu dość klasycznie, pas świateł. To tak z pamięci o wyglądzie, w sumie to całkiem sporo. Ewidentnie zapamiętałem Omodę 7 jako ładne, nowoczesne auto z dobrym wyposażeniem.


Zerkam w katalog zdjęć co umknęło. Tylne światła mają ciekawy wzór, Pominąłem panoramiczny dach, a duża porcja dodatkowego światła bardzo fajnie rozjaśnia wnętrze. Nie wspomniałem o bagażniku. Ma pojemność 401 litrów, a po złożeniu oparcia tylnych siedzeń wzrasta do 1294 litrów.

Podłoga jest w miarę jedną płaszczyzną o długości około 1,8 metra. Przypominam sobie, że robiłem próbę, czy da się tam awaryjnie przespać – da się.


To teraz trzeba przejść do bardziej mobilnej części testu. Zapamiętałem, że auto było dość szybkie (279 KM mocy), w miarę ekonomiczne i całkiem dobrze się prowadziło. Ponieważ Omoda 7 to SHS czyli hybryda plug-in to pozostała w pamięci walka o prąd w trasie. Lokalnie nie było z tym problemu. Całkiem ładny wizerunek został.

To teraz pora na weryfikację.
Faktycznie Omoda 7 jest hybrydą plug-in, ma 279 KM systemowej mocy i całkiem dobre osiągi. Przyśpieszenie od 0 do 100km/h zajmuje tylko 8,5 sekundy.
Bateria trakcyjna ma 18,4 kWh pojemności, co przekłada się na kilkadziesiąt kilometrów jazdy w trybie elektrycznym.

Jeździmy cały dzień, a wieczorkiem samochód podłączamy do kontaktu i rano zaczynamy zabawę od początku.

Moc ładowania z domowej sieci nie powala, ale przez noc nabiję ile trzeba. Wspomniana „walka o prąd” zaczyna się w trasie, walka to lekko przesadzony termin. W hybrydzie mamy dwa silniki, spalinowy i elektryczny, więc można nie przejmować się elektromobilnością i jeździć tylko na benzynie. Trochę szkoda, nie korzystać z tego co fabryka dała.

Do wyboru mamy dwa rozwiązania, przełączyć na inteligentny system zarządzania energią i wtedy auto samo będzie się martwić aby nam prądu nie zabrakło, albo iść na skróty i skorzystać ze stacji ładowania. Samochód może przyjąć prąd z mocą 40 kW co rozwiązuje sprawę w kilkanaście minut, czasem trochę dłużej jak mocno rozładujemy baterię.  Czy faktycznie archiwa potwierdzają to co zapamiętałem jeśli chodzi o ekonomię. Codzienna jazda na prądzie, tu sprawa oczywista, koszty znikome.

Z trasą już trudniej to policzyć, dokąd mamy prąd jest super fajnie, kilka litrów przy dynamicznej jeździe. Jeśli skorzystamy z publicznej ładowarki to trzeba dodać koszt ładowania, a rozpiętość cen potrafi zaskoczyć. Na szczęście, nie potrzebujemy tych najdroższych z dużą mocą ładowania, wystarczą te tańsze, koszt 1 kWh w okolicy 2,5 zł. Nie jest źle. Najtrudniej oszacować rzeczywiste koszty korzystając z trybu kiedy auto doładowuje baterię korzystając z silnika spalinowego. Żeby jeszcze skomplikować sytuację to komputer przekazuje dane z ostatnich 50 km. Do kompletu mamy dane które sam system wylicza na podstawie zużytej energii i spalonego paliwa. Ten wskaźnik zamykał się u mnie w widełkach 4,6 – 6,0 l/100km. Jeśli mu ufać, to byłaby rewelacja. Szybki, duży samochód o anemicznym apetycie. Pewności nie mam, więc pod tym się nie podpisze. Samochód ma duży zasięg pozwalający przejechać nawet ponad 1000 km na jednym ładowaniu przy pełnym baku.

Eksperyment z testem pamięci przyniósł ciekawe wnioski. Nie wszystkie bajery zostały w głowie. Jeśli o czymś zapomniałem, to znaczy, że jednak nie było to najważniejsze.

Jest jeden wyjątek – przesuwany ekran. Dowód na to, że czasem warto wyjść przed szereg i pokazać coś, czego inni nie mają. Coś, co od razu kojarzy się z konkretnym modelem. A kiedy już wiemy, o którym samochodzie mowa, łatwiej przypomnieć sobie jego charakter.

Dobre rzeczy pamięta się lepiej. Została mi w głowie zgrabna, nowoczesna linia nadwozia, ten niezwykły ekran i dynamika. Jeśli były jakieś mankamenty, zatarły się w pamięci.

Tekst i zdjęcia: Dariusz Pastor