
Alpine to marka, która nie podlega ocenie. Można ją kochać albo nienawidzić. Najtrudniej przejść obok niej obojętnie. Budzi emocje — i na szczęście są to głównie emocje pozytywne. To jeden z tych producentów, który nie próbuje przypodobać się wszystkim. Ma swój charakter i konsekwentnie się go trzyma.

Alpine A290 doskonale wpisuje się w ten obraz. To „Renault 5” XXI wieku w najbardziej sportowym wydaniu. Korzenie modelu są widoczne na pierwszy rzut oka i bardzo dobrze, że marka nie odcina się od swojej historii. A110 ma swojego protoplastę i dokładnie tak samo jest z A290. To nie jest przypadkowa stylizacja — to świadome nawiązanie do przeszłości.

Tu jednak historia kończy się na formie. To, czego nie widać, przeszło całkowitą przemianę. A290 jest samochodem w 100% elektrycznym. Dla wielu to może być bariera, ale w tym przypadku napęd nie odbiera charakteru auta. Wręcz przeciwnie — daje mu nowe możliwości. Przeznaczenie pozostaje takie samo: to auto ma dawać radość z jazdy.
Zacznę od wyglądu, bo trudno przejść obok niego obojętnie. Zwarta bryła klasycznego Renault 5 została podana w nowoczesnej, bardziej muskularnej formie. Auto nie jest już tak filigranowe jak jego pierwowzór. Urosło, nabrało masy i wyraźnie pokazuje, że ma coś do zaoferowania.

Poszerzone błotniki, wyraźne przetłoczenia i elementy stylizowane na wloty powietrza robią bardzo dobre wrażenie. Do tego dochodzą dokładki, poszerzone progi i czarne nakładki nadkoli, które optycznie jeszcze bardziej „poszerzają” auto. To nie są subtelne dodatki — i dobrze. Ten samochód nie próbuje być dyskretny.

Charakterystyczne reflektory z motywem „X” są jednym z najbardziej rozpoznawalnych elementów. To detal, ale taki, który zostaje w głowie. Można powiedzieć, że to podpis pod całym projektem.
Egzemplarz, którym jeździłem, był w kolorze Bleu Alpine Vision z czarnym dachem. To zestaw, który świetnie podkreśla linię nadwozia i dobrze współgra z czarnymi dodatkami. Auto przyciąga spojrzenia — i to nie tylko fanów motoryzacji. Ciekawostką pozostaje brak czerwonego lakieru w konfiguratorze, co w przypadku auta o takim charakterze może trochę zaskakiwać.

Wnętrze utrzymane jest w podobnym stylu co nadwozie — jest sportowo, ale bez przesady. Nie znajdziemy tu krzykliwych kolorów ani futurystycznych eksperymentów. Projektanci postawili na spójność i funkcjonalność.

Fotele są wygodne, dobrze trzymają w zakrętach i sprawiają wrażenie solidnych. Dwukolorowa tapicerka z wyszytym oznaczeniem modelu wygląda estetycznie i nie jest przesadzona. Drobne detale — jak trójkolorowa flaga czy subtelne emblematy — przypominają o francuskim rodowodzie auta.

To rzeczy, które nie rzucają się w oczy od razu, ale budują klimat.

Kierownica dobrze leży w dłoniach i sprawia wrażenie przemyślanej. Sposób wyboru kierunku jazdy to ciekawy akcent — zamiast klasycznego lewarka mamy przyciski, podobnie jak w A110. To rozwiązanie wymaga chwili przyzwyczajenia, ale szybko staje się intuicyjne. I co ważne — dodaje charakteru.

Po uruchomieniu auta uwagę przyciągają ekrany. Układ znany z nowych modeli Renault — dwa wyświetlacze zamknięte w jednej obudowie. Tutaj mamy jednak własną grafikę Alpine, bardziej „sportową” w odbiorze. Możliwość personalizacji widoków to miły dodatek, a tryb „piramidy” wygląda ciekawie i pasuje do charakteru auta.
Pierwsze co sprawdzam, to zasięg. Przy pełnym naładowaniu według WLTP powinno to być 380 km. W praktyce komputer pokazał 354 km. To realistyczna wartość, choć jak zawsze w elektrykach wiele zależy od stylu jazdy i warunków.

Auto rusza bezszelestnie, co jest typowe dla napędu elektrycznego. Już po chwili widać jednak, że nie jest to zwykły miejski samochód. Reakcja na gaz jest natychmiastowa, a dostępność momentu obrotowego od samego startu robi swoje.
Przyspieszenie do 100 km/h w 6,4 sekundy przekłada się na realne odczucia za kierownicą. To nie jest tylko liczba na papierze — auto faktycznie potrafi być bardzo dynamiczne. Szczególnie w mieście, gdzie takie przyspieszenie ma największe znaczenie.
Kompaktowe rozmiary (niecałe 4 metry długości) sprawiają, że A290 świetnie odnajduje się w miejskim środowisku. Jest zwrotne, łatwe do ustawienia na pasie i daje poczucie kontroli. Manewrowanie, zmiany pasa, szybkie reakcje — wszystko przychodzi naturalnie.

W ruchu miejskim auto naprawdę błyszczy. Częste przyspieszanie i hamowanie nie robią na nim wrażenia. Wręcz przeciwnie — to środowisko, w którym czuje się najlepiej.
Przy dynamicznej jeździe A290 zużywa około 18–19 kWh/100 km, ale ma też drugie oblicze. Spokojna jazda przekłada się na wyraźnie niższe wartości.

Bez większego problemu można zejść do poziomu 13–14 kWh/100 km, i to w warunkach miejskich. Co ważne, nie jest to styl jazdy utrudniający życie innym — po prostu nie korzystamy w pełni z tego, co oferuje.

I tu dochodzimy do najciekawszego punktu. Na kierownicy znajdziemy charakterystyczny pomarańczowy przycisk z oznaczeniem „OV”.

Obok niego jest również przycisk Drive Mode, który pozwala przełączyć auto w tryb sport i wyostrzyć jego reakcje. To jednak dopiero początek zabawy.
Prawdziwa magia zaczyna się po użyciu przycisku OV. Wtedy przez krótką chwilę — około 10 sekund — mamy dostęp do pełnej mocy tego małego Alpine. To moment, w którym faktycznie korzystamy z tego, co fabryka dała. Krótko, intensywnie i z bardzo wyraźnym efektem.
Układ kierowniczy zasługuje na osobną pochwałę. Jest precyzyjny, bezpośredni i daje dobre wyczucie drogi. Auto prowadzi się pewnie i zachęca do bardziej dynamicznej jazdy. Dawno nie jeździłem samochodem tej klasy, który dawałby taką frajdę z pokonywania zakrętów.

W codziennym użytkowaniu znaczenie ma również ładowanie. Najprościej zrobić to w domu, ale nie każdy ma taką możliwość. Wtedy pozostają publiczne ładowarki.

I tu pojawia się jeden z większych minusów. A290 obsługuje ładowanie AC tylko do 11 kW. W praktyce oznacza to, że nie wykorzystamy w pełni potencjału popularnych ładowarek 22 kW. Szkoda, bo mogłoby to znacząco skrócić czas ładowania.
Na szczęście ładowanie DC wygląda znacznie lepiej. Moc do 100 kW pozwala stosunkowo szybko uzupełnić energię, szczególnie w typowym zakresie 30–80%. To rozwiązanie, które dobrze sprawdza się w codziennym użytkowaniu.

Alpine A290 to bardzo ciekawy i dopracowany projekt. Łączy historię z nowoczesnością, sportowy charakter z codzienną funkcjonalnością. To auto, które można wykorzystać na co dzień, ale które nie traci przy tym swojego wyjątkowego charakteru.

Pięć drzwi, cztery miejsca i 326 litrów bagażnika sprawiają, że nie jest to tylko zabawka na weekend. To pełnoprawny samochód do życia.
Blisko ideału? Zdecydowanie tak. Choć większa bateria i szybsze ładowanie AC uczyniłyby go jeszcze bardziej kompletnym.

Tekst i zdjęcia: Dariusz Pastor